RSS

Wiosna, wiosna, wiosna, ach, to ty…

W tym roku wiosna długo nie chciała przyjść. I ja i psy wybieraliśmy się na spacery po okolicy w jej poszukiwaniu. Co z tego, że wszystko zaczynało się zielenić, skoro kurtka, kaptur, ciepły sweter i spodnie nie były w stanie ochronić przed panujacym chłodem. Do tego deszcze!

W końcu jednak przyszła:

Tak to mniej więcej wygląda. Niebrzydko, prawda? Wszystko puściło się ku życiu; zielenieje i rośnie na potęgę.  Do tego ciepłe i słoneczne dni cieszą, nastrajając optymistycznie. Maj to życie. Życie pełną piersią.

Maj to też niezwykle pracowity dla mnie czas. Od rana ogródek. On rządzi się swoimi prawami. Wymaga mojej uwagi i poświęcenia. Ale efekty są:

Niestety, cierpią na tym psy. Siłą rzeczy mam dla nich mniej czasu. Szczególnie jeden tęskni za moim zainteresowaniem. Zgadnijcie, który to:

Zagląda przez płot, bo tylko tak może mieć ze mną kontakt. Wie, że nie wolno mu wchodzić do warzywnika. Biorąc pod uwagę, że mógłby na coś NADEPNĄĆ swoją ŁĄPĄ, ten zakaz jest chyba słuszny:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 29/05/2017 w Uncategorized

 

Falster już w domu

Falster znalazł się. A właściwie to ja go znalazłam. Na zmianę z Piotrkiem chodziliśmy po lesie, szukaliśmy go. Zostawiliśmy podkoszulkę z zapachem, licząc, że to pomoże mu znaleźć trop i przyprowadzi go z powrotem do domu. Nic z tego. Nie wrócił. Noc spędził w lesie, na mrozie. A noc akurat była bardzo mroźna. On – w lesie, ja – w domu. Nie spałam. Zamartwiałam się, wyobrażając sobie najgorsze rzeczy; że zamarznie, że zjedzą go wilki, że złapał się we wnyki. To była jedna z najstraszniejszych nocy w moim życiu. Falstera zapewne też. Nawet nie wyobrażam sobie, co mógł czuć i jak strasznie się bał. Sam, w lesie, na mrozie. Rano znowu go szukaliśmy. Piotrek w lesie, a ja jeżdżąc po okolicznych wsiach , pytając ludzi i rozwieszając ogłoszenia. I wreszcie, kiedy już postanowiłam wracać do domu – znalazłam go. Czysty przypadek albo Opatrzność Boska, albo jeszcze coś, czego nie umiem nazwać. Pojechałam akurat do Lacka, akurat skręciłam w tę a nie inną drogę. Spotkałam po drodze ludzi, jedynych którzy akurat wiedzieli, że pies taki jak Falster jest w obejściu kilkadziesiąt metrów dalej, bo akurat przechodzili tamtędy i go widzieli. Podjechałam tam i zobaczyałam go: leżał naśrodku podwórka na śniegu i czekał zdezorientowany. Ach! Ileż polało się łez. Płakałam oczywiście ja. Felek był tak ogłupiały tym, co go spotkało, że w pierwszej chwili jak mnie zobaczył nawet się nie podniósł. Tak jakby nie mógł uwierzyć, że to naprawdę ja. Potem w rozmowie z gospodarzem ja i Piotrek ustaliliśmy, że wcześniej Felek  biegał tam od rana w jedną i drugą stronę drogą próbując znaleźć trop, który zaprowadzi go do domu. Nie umiał wrócić.  W końcu położył się i czekał. A ja muszę się przyznać, że też zawróciłam na kilkadziesiąt metrów przed miejscem, gdzie on leżał. To było najpierw. Potem zobaczyłam ślady na śniegu, które przypominały mi ślady łap Felka. A potem spytałam o niego przechodzących mężczyzn. A resztę już znacie. Przyznam się do jeszcze jednej rzeczy. Cały czas prosiłam go w myslach: „Idź Falsterku do ludzi, do ludzi, Falsterku. Idź do ludzi”. I tak zrobił. Dzięki temu udało mi się go znaleźć.

Felek zgubił się w lesie, bo podczas spaceru po polu pobiegł tam za Buńkiem. Buniek – stary wyga – wrócił po czterdziestu minutach, a Felek został. Musi mieć żal do starszego kolegi, bo, kiedy przywiozłam go na podwórko i Buniek przybiegł sie przywitać – został „obwarczany” przez Felka. Czyżby koniec przyjaźni? Nie wiem, co zaszło między nimi w lesie, ale wygląda na to, że „chłopaki” coś do siebie mają. A w każdym razie Felek do Buńka. Potem nawarczał na Baska (!?). Do tej pory nigdy się to nie zdarzyło. Ja na to zaśmiałam się przez łzy, że Felek przeszedł inicjację w lesie i wrócił do nas jako dorosły. To oczywiście żart. Myślę, że jego reakcja była chwilowa i wynikała z ogromnego szoku i stresu, w jakim sie znajdował.

Wszystko skończyło sie właściwie prawie dobrze. Felek cały, żywy. Wprawdzie pochorował się po tej przygodzie swojego życia: boli go gardło, bo lizał śnieg, gorączkuje i musi brać antybiotyk. Ale to nic w porównaniu z tym co mogło mu się przydarzyć.

Dla nas nauczka: od dziś na spacery poza podwórko będzie wychodził na lonży (18 metrów długości). I tak oto skończyła się „złota wolność szlachecka”. Przynajmniej dla Felka.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 11/02/2017 w Uncategorized

 

Falster zaginął

Dziś w południe w Zaświatyczach koło Włodawy zaginał Falster. Jest duży ale bardzo łagodny. Jest zaczipowany. Tel 0501277626

????????????????????????????????????

????????????????????????????????????

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 09/02/2017 w Uncategorized

 

Julian prosi o pomoc Człowieka

Drodzy znajomi. Udostępniam wpis Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt, która zgodziła się zaopiekować Julkiem – psem, który przybłąkał się do nas szukając schronienia w szopie przed zimną nocą. Właściwie to powinnam napisać, że przybłąkały się, dlatego, że było ich dwa. Drugi psiak, dużo młodszy i w znacznie lepszym stanie znalazł dom u naszych Sąsiadów. Natomiast Julek był bardzo wycieńczony i schorowany. Potrzebował opieki szpitalnej. Dzięki wielkiemu sercu Pań ze Straży Ochrony Zwierząt i uprzejmości Doktora Szczepanika udało się psa umieścić w klinice w Lublinie. Teraz potrzebne są pieniądze na leczenie i opiekę nad Julkiem. Dane do przelewu znajdują się we wpisie poniżej. Druga bardzo ważna sprawa to znalezienie Julkowi odpowiedzialnego i kochającego domu, w którym znajdzie się ktoś cierpliwy, chcący pomóc potarganemu przez życie psiakowi w odzyskaniu radości życia i zaufania do ludzi. Julek będąc u nas okazał się bardzo spokojnym i cierpliwym psem, dającym robić sobie różne zabiegi bez cienia agresji. Myślę, że osoba, której zaufa będzie miała wiernego i oddanego przyjaciela. Jeżeli nie znajdzie się dla niego dom na stałe, to będzie potrzebował chociaż domu tymczasowego, w którym nabierze sił i doczeka się swojego stałego domu. Mamy na znalezienie dwa tygodnie. Bardzo proszę o pomoc.

http://www.facebook.com/pg/ChelmskaStrazOchronyZwierzatLublin/photos/?tab=album&album_id=1159871977400641

PROSIMY BARDZO O WSPARCIE !! 😦

Kochani, pod naszą opiekę trafił kolejny psiak.
Kilkuletni Julian przybłąkał się do ludzi, którzy widząc w jakim jest stanie postanowili mu pomóc.
Wezwany przez nich lekarz weterynarii zdiagnozował problemy skórne, które wymagają długiego i specjalistycznego leczenia.
Julianek został przywieziony spod Włodawy do jednej z lubelskich klinik. Obecnie chłopak poddany jest leczeniu.
Po konsultacji z lekarzem wiemy, że piesek ma świerzb , leczenie może potrwać około 3 tyg, koszt leczenia i pobytu w klice to około 500 zł.
Kochani, mamy pod opieką bardzo dużo chorych zwierząt, ale Julianek poruszył nasze serca i nie potrafiliśmy odmówić pomocy.
Kolejny raz niestety prosimy Państwa o wsparcie psiaka.
Bez Waszej pomocy, dalsze leczenie nie będzie możliwe.
Kochani, dla nas każdy grosik się liczy.

****Julianek potrzebuje także dobrej jakości karmy zarówno suchej jak i mokrej, oraz posłanka, gdyż koc który ma niestety nie sprawdza się 😦 ******

( deklaracje karmy prosimy wpisywać w komentarzach, adres podamy na priv )
————————————————–

WPŁAT PROSZĘ KIEROWAĆ NA KONTO – KONIECZNIE Z DOPISKIEM –>JULIAN<–
Stowarzyszenie Chełmska Straż Ochrony Zwierząt:
Ul. Hrubieszowska 66, 22-100 Chełm
Nr konta Bank PKO BP 57 1020 1563 0000 5902 0099 5126
Z dopiskiem: ——> JULIAN <——-

SWIFT do przelewów zagranicznych: BPKOPLPW
PayPal – wpłaty zagraniczne, adres e-mail to —-> amochnia@csoz.pl

julian

julian

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23/11/2016 w Uncategorized

 

Przychody i rozchody

Niedawno pisałam o serii zwierząt, które do nas trafiają. A to Kajtuś – Kleksik, a to 4 szczeniaczki.  Można powiedzieć, że są to nasze dochody z gospodarstwa. Oczywiście są również rozchody. Kajtuś-Kleksik pojechał do Warszawy, szczeniaczki wzięli dobrzy ludzie. A teraz znowu mamy kłopot. Trzy dni temu Piotrek wszedł do szopy i z przerażeniem odkrył w niej dwa duże psy. Skulone i trzęsące się z zimna. Wychudzone i przerażone. Był zły. Stwierdził, że znowu mamy podrzutki. Bezdomne i potrzebujące pomocy. Po chwili zastanowienia doszliśmy jednak do wniosku, że psy musiały same do nas przyjść. Akurat noc była mroźna i śnieżna. Psy najwidoczniej szukały schronienia i znalazły je w naszej szopie. (Dlaczego w naszej???!!!).  Były strasznie wygłodniałe, zabiedzone i jeden z nich ewidentnie nie najlepiej się czuł. Młodszy z psów był w trochę lepszej formie. Na tyle dobrej, że przedostał się na drugą stronę przepierzenia w szopie. Nie było wyjścia; musieliśmy go stamtąd jakoś wydostać. Baliśmy się, bo pies był duży i bardzo przerażony. Nie wiedzieliśmy jak zareaguje, kiedy się do niego zbliżymy. Jednak zaryzykowaliśmy. Po kilku próbach udało się założyć mu na szyję smycz i linkę i w ten sposób przeprowadziliśmy go do boksu w stajni. Tam jest cieplej niż w szopie. Chcieliśmy w pierwszej chwili wpuścić go z powrotem do kolegi, ale potem zmieniliśmy zdanie. Skoro już i tak wyciągnęliśmy go z szopy to warto było spróbować przejść tych kilka metrów dalej. Pies szarpał się i padał na ziemię, ale ostatecznie ustąpił i po kilku chwilach znalazł się w boksie, na słomie. Było mu tam z pewnością lepiej niż w szopie. dsc_8221 dsc_8224 Niestety, drugi pies kolejną noc spędził w zimnej, ciemnej szopie. Oczywiście, podrzuciliśmy mu dużo słomy, ale siedział w zamknięciu, bez swojego przyjaciela. Nie chcę nawet myśleć, co czuł. Na drugi dzień zaczął bardzo rozpaczać. Nie wytrzymywał psychicznie zamknięcia i osamotnienia. Było nam go żal, więc postanowiliśmy zaryzykować pogryzienie i jego też przeprowadzić do stajni. I udało się!!! dsc_8226 Pies był bardzo osłabiony, więc Piotrek podłożył mu pod plecy płachtę ze słomą. Miała go ona podpierać (bo sam nie mógł się utrzymać w pionie) i jednocześnie ogrzewać.

Historia kończy się tak: młodszego pieska, który okazał sie bardzo miły i przyjacielski wzięli do siebie nasi sąsiedzi. Póki co dochodzi do siebie w ogrzewanym pomieszczeniu w domu, uczy się chodzić na smyczy, zaprzyjaźnia z kotami i poznaje swoje podwórko. Wszystko zakończyło się dobrze. Musi tylko przekonać do siebie rezydujące tam dwa psy, które szczerze mówiąc nie są zbyt przyjaźnie nastawione do nowego kolegi. Mam jednak nadzieję, że wzajemne stosunki ułożą się co najmniej poprawnie i wszystko zakończy się pomyślnie. Natomiast drugi pies nadal jest u nas. Szukamy pilnie dla niego domu. Może ktoś z was wziąłby go do siebie na stałe, a jeśli nie, to chociaż na DT. Pies musi wydobrzeć (jutro zbada go weterynarz) i być może wymaga delikatnej socjalizacji. Sprawia wrażenie bardzo przyjacielskiego i mądrego. W tej chwili jest tak zabiedzony, że trudno powiedzieć coś bliższego. Trochę ogrzany i najedzony podchodzi do człowieka i wtula się w niego.   To nie koniec naszych „przychodów”.  Dwa tygodnie temu przyszła do nas i już u nas została młodziutka koteczka.

dsc_8227

Zagościła się od razu. Pokazała Frodowi i Szarce, kto teraz będzie rządził w siodlarni, zaprzyjaźniła się z Nadzią – u niej w boksie spędza cały czas, jeśli tylko Nadzia jest w stajni (do innych koni w ogóle  nie wchodzi), chodzi za Piotrkiem krok w krok, jak najwierniejszy pies – jest bardzo miła. Wczoraj wreszcie otrzymała imię od Piotrka – Zuza. I od tej chwili klamka zapadła. Kotka Zuza jest już w stu procentach nasza. Dodajemy ją do przychodów, natomiast psa ze stajni nie możemy zatrzymać w żadnym wypadku. Byłoby to nieodpowiedzialne z naszej strony. To po prostu przerasta nasze możliwości. Musimy wpisać go w rozchody. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto nam w tym pomoże.

 
3 Komentarze

Opublikował/a w dniu 12/11/2016 w Uncategorized

 

Felek a goście

Wszystkie nasze psy kochają ludzi. Uwielbiają gości. Zeszłej jesieni specjalnie do Felka przyjechały jego hodowczynie. Chciały zobaczyć, jak się ma i jak się rozwija. Każdy z naszych psów uznał, że to goście specjalnie do niego:

dsc_5762

Na szczęście głaski i inne powitalne czułości zostały sprawiedliwie rozdzielone.

Trzeba przyznać, że czasem ta żywiołowa radość z przyjazdu gościa wprawia nas w zakłopotanie. Nie wszyscy chcą być obskakiwani, obwąchiwani i obsypywani sierścią naszych pupili. A często dostają to w pakiecie zaraz po wjeździe na podwórko.

Są jednak też i tacy goście, którzy odwzajemniają radość i wylewną czułość komitetu powitalnego.

Ada na przykład „muniając” się z psami zniżyła się do poziomu podłogi, co natychmiast wykorzystał Felek i wskoczył jej na kolana. W końcu nadal mentalnie jest małym szczeniaczkiem

dsc_6211

Marta też zeszła na podłogę, ale w innym celu. Postanowiła dołączyć do śpiącego Felka:

dsc_7180

dsc_7181

Jak to się mówi? Życie „pod psem”? A co pies ma powiedzieć – „pod człowiekiem”?

 
1 Komentarz

Opublikował/a w dniu 28/10/2016 w Uncategorized

 

II Hubertus Włodawski

W sobotę na podwłodawskich polach jeźdźcy z naszego regionu i ich zaproszeni goście uczcili święto jeździeckie – Hubertusa.

dsc_8175

Orszak złożony z ponad 30 koni przejechał główną ulicą Włodawy, aż wszyscy znaleźli się na łąkach w Orchówku, gdzie odbyła się najważniejsza część imprezy, czyli gonitwa za lisem.

dsc_8196

My też tam byliśmy. Oglądaliśmy z zapartym tchem wyczyny przybyłych jeźców i ich rumaków. Trochę pomieszało nam się w głowach – czyżby oś czasu się zakrzywiła?

dsc_8192

dsc_8182

Po gonitwie w wiacie grillowej na wszystkich czekała gorąca kawa i herbata oraz grochówka.

dsc_8178

A imprezę umilał zespół „Mołodyczki” – nasze sąsiadki zza pobliskiej granicy, ale nie wiem której – białoruskiej czy ukraińskiej? Chyba ukraińskiej, bo zaśpiewały m.in.”Sokoły”.

dsc_8179

Tak czy siak – było fajnie, choć lało jak z cebra.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 24/10/2016 w Uncategorized